Nie zapomnisz nigdy już
tych lasów zielonych
tej osady pośród wzgórz
co tętni tak jak krew
niech poniesie gromki śpiew
nasz hymn ocalonych
z tej osady pośród głusz
gdzie czas nie liczy się już...
Obóz skończył się kilka dni temu, ale warto pochwalić się wszystkim co udało nam się osiągnąć w ciągu kilku ostatnich jego dni.
Jednym z bardziej ekscytujących przeżyć było wyruszenie na wędrówki. We wtorek wstaliśmy wcześnie rano spakowaliśmy nasze śpiwory 0, kosmetyczki i wszystko co potrzebne. Zajęliśmy się sprzątaniem podobozu i gdy w końcu udało się go zatwierdzić wyruszyliśmy w kierunku Męcikału.
Przez małą pomyłkę musieliśmy zapoznawać się z tym miejscem przez 6h. Ale nikt nie tracił ducha, była to dla nas nowa przygoda (w końcu taki był cel- wyruszać ku nowemu, poznawać co nie znane). Za hasłem druhny Karoliny: Ahoj Przygodo! ruszyliśmy zwiedzać teren. Nie obcy nam jest plac zabaw, sklep (a w nim dobre lody), kontakt do pizzerii w Brusach, położenie kościoła, mostów i stacji kolejowej, której nikt się nie spodziewał ujrzeć. Około godziny 16.30 nadjechał pociąg (były prace przy torach więc już byliśmy przerażeni myślą o przerwie w jeździe pociągów). Po upływie 20 minut dotarliśmy do Chojnic!
Plecaki na plecy i przemarsz na rynek gdzie zostawiliśmy głowy i szaleliśmy w poszukiwaniach pamiątek. Druhna Matylda kupiła sobie zeszyt na śpiewnik z którym nie chciała się później rozstać. Kolejnym etapem było dotarcie na plebanię kościoła pw. Świętej Jadwigi gdzie zostaliśmy bardzo miło ugoszczeni, skorzystaliśmy z wanny biorąc długie, ciepłe kąpiele, zjedliśmy kolację iiii zasnęliśmy kamiennym snem.
Rano pakowanie i przejście do wodnego ośrodka sportowego, mini aquapark to strzał w dziesiątkę. Zabawa w najlepsze. Zjeżdżaliśmy, pływaliśmy w rwącej rzece, staliśmy pod biczami wodnymi a także gawędziliśmy w jacuzzi. Choć druhny nas tylko pilnowały nie mogły wyjść z basenu suche, bo to wbrew wszelkiej logice - dlatego też zostały ochlapane głównie przez siebie nawzajem. Uśmiech był na twarzy każdego!
Po kąpieli obiad, rynek i powrót. :)
Czwartek - miał to być zwykły dzień... ale... Wyruszyliśmy na wyspę marynarzy. Po przejściu około 8 km dotarliśmy na harcerską bazę obozową gdzie czekały nas przygody na wodzie, pływaliśmy na żaglówce Ostreudzie oraz łodzią wiosłową (druhna Karolina dała z siebie wszystko pomagając nam dopłynąć w każde miejsce!). Gdy już każdy poznał wodne tajemnice trzeba było wracać. Z piosenką na ustach dotarliśmy do obozu. Ciemna noc już była, ale nam dzielnym zuchom to nie przeszkadzało. Śpiewając bolą mnie już nogi, ramiona i kark, chodzić już nie mogę i sił zupełnie brak, już ręce opadają i czuję się jak wrak, i dosyć mam tych lasów i niech je trafi szlak... weszliśmy do obozu. Wszyscy byli zdziwieni naszą dzielnością i nie złamaną pogodą ducha! A przecież takie właśnie są zuchy! W trakcie kolacji doszły nas plotki, że jeszcze zajęcia (ku naszemu przerażeniu!), na szczęście były to tylko plotki i żarty.
Piątek: Japonia. Dowiedzieliśmy się co to jest kanji, katakana, hiragana, jak zapisać swoje imię, jak się gra w kemari oraz jak się przywitać, pożegnać. Pisaliśmy swoje bajki, robiliśmy ilustracje, a wieczorem... wspinaliśmy się do gwiazd! Każdy wie, że zuch musi się uczyć, bawić i umieć spakować, dlatego wzięliśmy udział w biegu na gwiazdki. Odpowiadając na mnóstwo pytań udowodniliśmy, że jesteśmy mądrzy, odważni, znamy Prawo Zucha, wiemy co zabrać na biwak...
A w sobotę- pakowanie, depionierka (zniknęła piękna brama, tablica ogłoszeń, komenda, a nawet część naszych półek... zrobiło się pusto), sprawdziliśmy jak żyje się w Afryce i jak ciepła jest woda w jeziorze, a wieczorem... Wieczór był pełen niespodzianek.
Zaczęło się od alarmu mundurowego i zbierania chrustu. Na miejscu czekało na nas pięknie ułożone ognisko (przez druhnę Klaudie). Usiedliśmy wszyscy przy nim blisko. Druhna Karolina opowiedziała nam gawędę o Podróżniku, który szukał tego co najważniejsze do przeżycia ciekawych przygód. Pokazała jakie wyspy odwiedziliśmy, przypominała czego się na nich nauczyliśmy oraz jaki kierunek teraz obierzemy. Nastąpiła chwila przerwy na piosenkę (Nad jeziorem las otwiera wrota swe, więc rozbij namiot i nie przejmuj się...). Jak już się skończyła druhny kazały nam wstać, zawiązały druhnie Karolinie oczy, opowiedziały ile serca włożyła w przygotowanie i poprowadzenie obozu oraz jak się cieszą że przez te dwa tygodnie byliśmy wszyscy razem. Po zdjęciu opaski druhna Karolina zobaczyła swojego nowego przyjaciela - smoka Szczerbatka- oraz deskę miłości > radość była ogromna, skoki pod niebo, taniec radości i przewracające nas wszystkich przytulańce. Po tym pokazie miłości nastąpił czas na podarunki od druha Mikołaja i druhny Klary- dwa zuchy dostały długo wyczekiwane barwy i złożyły Przysięgę Poszukiwacza Przygód, kilkoro zuchów dostało także specjalne prezenty od druhny Karoliny i druhny Eli (choć przyniosły one trochę stresu typu dla mnie ten prezent czy nie dla mnie) - Znaczki Zucha! Obiecały być dobrymi zuchami i zawsze przestrzegać Prawa Zucha! Trzymamy ich za słowo, bo Zuch mówi prawdę!
Najstarsi i najdzielniejsi ruszyli w poszukiwaniu nowych przygód wśród Harcerek i Harcerzy - bawcie się dobrze i o nas nie zapomnijcie!
Słońce zaszło gdzieś za lasem i nastała ciemna noc...
Wszyscy wstaliśmy bladym świtem by po raz ostatni w tym gronie, w tym miejscu, nad tym jeziorem powitać dzień. Zabraliśmy się za pakowanie, ostateczną depionierkę i oczyszczenie podobozu... Trzeba nam było ruszać w drogę powrotną... Ale nim wsiedliśmy do autokaru jeszcze raz ustawiliśmy się szóstkami przed namiotami, zaśpiewaliśmy wesoło Mundur, chusta, ściągnęliśmy flagę z masztu, otrzymaliśmy symbole zdobytych sprawności, nagrody dla najlepszej szóstki (Morskie Delfiny) oraz dla zuchów, którzy cały obóz świecili przykładem! Gratulujemy im i troszkę zazdrościmy, lecz za rok damy z siebie wszystko, by też pokazać się z jak najlepszej strony!
Tymczasem żegnamy się i do zobaczenia wkrótce na zuchowym czy harcerskim szlaku!
Ahoj Przygodo!
Odkrywcy Nieznanego Lądu
Zdjęcia... czyli coś co każdy chciałby zobaczyć... na wrześniowym spotkaniu wszystkie wyświetlimy na dużym ekranie i wszyscy powspominamy ten fantastyczny obóz! :)
Zaginione plemię
środa, 22 lipca 2015
niedziela, 12 lipca 2015
Dobranoc, dobranoc, jaka piękna jest ta noc
Dziennik pokładowy ,12 lipca, cieplej niż wcześniej lecz wciąż nie jest idealnie
Poranek zaczęliśmy od porządnego śniadania(mmm..kakao). Potem po naszym podobozie przetoczył się huragan(wielkie sprzątanie).Następnie jak co dzień odbył się zuchowy apel.Wszystkie dzieci podjęły próbę zdania sprawności
milczka-miały milczeć przez cały dzień.Niestety mimo dużych starań nikomu się to nie udało. Po południu nasza magiczna mapa wyznaczyła nam kurs do Hiszpanii. Tam porwał nas rytm salsy i szaleństwo bitwy na pomidory (zaatakowalismy podobóz chłopaków kolorowymi piłeczkami :) ).Wieczór spędziliśmy na kominku o Prawie Zucha. Było bardzo klimatycznie a dzieci bardzo się w niego zaangażowały.Teraz w każdym namiocie jest już cicho, Wszystkie zuchy smacznie śpią.
Dobrej nocy Tobie czytelniku,
życzą Odkrywcy Nieznanego Lądu
Poranek zaczęliśmy od porządnego śniadania(mmm..kakao). Potem po naszym podobozie przetoczył się huragan(wielkie sprzątanie).Następnie jak co dzień odbył się zuchowy apel.Wszystkie dzieci podjęły próbę zdania sprawności
milczka-miały milczeć przez cały dzień.Niestety mimo dużych starań nikomu się to nie udało. Po południu nasza magiczna mapa wyznaczyła nam kurs do Hiszpanii. Tam porwał nas rytm salsy i szaleństwo bitwy na pomidory (zaatakowalismy podobóz chłopaków kolorowymi piłeczkami :) ).Wieczór spędziliśmy na kominku o Prawie Zucha. Było bardzo klimatycznie a dzieci bardzo się w niego zaangażowały.Teraz w każdym namiocie jest już cicho, Wszystkie zuchy smacznie śpią.
Dobrej nocy Tobie czytelniku,
życzą Odkrywcy Nieznanego Lądu
poniedziałek, 6 lipca 2015
Każdy z nas wierzy w mały kaganek
Dziennik pokładowy
Dzień 3
Pogoda: przedpołudnie deszczowe, popołudnie i wieczór słoneczne ale trochę chłodne
Dzień się zaczął od poszukiwania kurtek przeciwdeszczowych. Krótko później wyruszyliśmy na śniadanie. Przed obiadem spotkaliśmy się w naszej świetlicy aby wspólnie pośpiewać i zaprezentować swoje okrzyki. W ciągu ostatnich godzin powstały nazwy szóstek:
- Ahojki (kadra)
- Ahoj Kamraci! Odkrywcy Atlantydy
- Mali Odkrywcy
- Morskie Syreny
- Groźne Piratki
- Delfiny
Przez cały dzień szykowaliśmy się do oficjalnego otwarcia podobozu. Co tu dużo pisać - galeria powie więcej.
Odkrywcy Nieznanego Lądu
Dzień 3
Pogoda: przedpołudnie deszczowe, popołudnie i wieczór słoneczne ale trochę chłodne
Dzień się zaczął od poszukiwania kurtek przeciwdeszczowych. Krótko później wyruszyliśmy na śniadanie. Przed obiadem spotkaliśmy się w naszej świetlicy aby wspólnie pośpiewać i zaprezentować swoje okrzyki. W ciągu ostatnich godzin powstały nazwy szóstek:
- Ahojki (kadra)
- Ahoj Kamraci! Odkrywcy Atlantydy
- Mali Odkrywcy
- Morskie Syreny
- Groźne Piratki
- Delfiny
Przez cały dzień szykowaliśmy się do oficjalnego otwarcia podobozu. Co tu dużo pisać - galeria powie więcej.
Odkrywcy Nieznanego Lądu
niedziela, 5 lipca 2015
Ale to już było
Dziennik pokładowy
Dzień 1 i 2
Za nami już dwa dni obozu. Co się udało? Zbudować nasz statek byśmy mogli wyruszyć na pełne morze i odkrywać nieznane.
Pierwsze dni były dla nas trudne. Wysoka temperatura i brak gotowości statku bardzo nam przeszkadzały. Jedyne co było gotowe to nasze kajuty. Dlatego tuż po dotarciu rzuciliśmy plecaki, złapaliśmy za koje i materace i poszliśmy się urządzić. Wkrótce zmontowaliśmy półki, wyjęliśmy wszystkie ubrania, przebraliśmy w stroje i ruszyliśmy sprawdzić czy woda jest ciepła, czy jeszcze jest mokra i przede wszystkim czy jest nam przychylna! To było bardzo ekscytujące przeżycie.
Noc była cicha i ciepła. A sny bardzo kolorowe.
Dzień drugi przebiegał pod hasłem: kilku kumpli weź, patyk albo dwa ... :)
Miarka, piła, gwóźdź i młotek... tak powstaje piękny statek! Wszystko gotowe: kajuty, koje, tablica ogłoszeń ważnych i tych trochę mniej, a także brama na szeroki świat (zarówno dla wilków morskich jak i szczurów lądowych). Udało nam się pójść dwa razy do wody by wybadać grunt, nawet delfin Stefan Jr nam towarzyszył. Prawdziwa uciecha dla wszystkich nas!
Noc zaczęła się z odrobiną płaczu ale bajki pomogły i szybko wszyscy poszli spać - nawet kapitan i oficerowie.
Już pora wstać i kończyć wpis. Zapraszamy później bo wrzucimy kilka zdjęć!
Do przeczytania wieczorem!
Odkrywcy Nieznanego Lądu
Dzień 1 i 2
Za nami już dwa dni obozu. Co się udało? Zbudować nasz statek byśmy mogli wyruszyć na pełne morze i odkrywać nieznane.
Pierwsze dni były dla nas trudne. Wysoka temperatura i brak gotowości statku bardzo nam przeszkadzały. Jedyne co było gotowe to nasze kajuty. Dlatego tuż po dotarciu rzuciliśmy plecaki, złapaliśmy za koje i materace i poszliśmy się urządzić. Wkrótce zmontowaliśmy półki, wyjęliśmy wszystkie ubrania, przebraliśmy w stroje i ruszyliśmy sprawdzić czy woda jest ciepła, czy jeszcze jest mokra i przede wszystkim czy jest nam przychylna! To było bardzo ekscytujące przeżycie.
Noc była cicha i ciepła. A sny bardzo kolorowe.
Dzień drugi przebiegał pod hasłem: kilku kumpli weź, patyk albo dwa ... :)
Miarka, piła, gwóźdź i młotek... tak powstaje piękny statek! Wszystko gotowe: kajuty, koje, tablica ogłoszeń ważnych i tych trochę mniej, a także brama na szeroki świat (zarówno dla wilków morskich jak i szczurów lądowych). Udało nam się pójść dwa razy do wody by wybadać grunt, nawet delfin Stefan Jr nam towarzyszył. Prawdziwa uciecha dla wszystkich nas!
Noc zaczęła się z odrobiną płaczu ale bajki pomogły i szybko wszyscy poszli spać - nawet kapitan i oficerowie.
Już pora wstać i kończyć wpis. Zapraszamy później bo wrzucimy kilka zdjęć!
Do przeczytania wieczorem!
Odkrywcy Nieznanego Lądu
Subskrybuj:
Posty (Atom)















